Mój sposób na oszczędzanie

Sposób na pewno znany tym którzy czytali książki Kiyosakiego. Ja żałuję, że zainteresowałem się jego książkami dopiero 2 miesiące temu, ale tak się złożyło że sam wcześniej wypracowałem sobie sposób opisany w książce Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec.

Zasada jest prosta ale przedstawię ją na końcu.

Cała sprawa oszczędzania z mojego punktu widzenia jest bardzo prosta. Polega to na rozdzieleniu pieniędzy które są nam niezbędne do życia od tych które są nadwyżką. Niestety najtrudniej jest nam ocenić te które są niezbędne. Możemy przecież przeżyć miesiąc siedząc w domu. Jadać tylko domowe posiłki które są tańsze niż jedzenie na mieście albo chodzić tylko do barów mlecznych gdzie zupę zjemy już za 2,40 a spaghetti za 4 zł. Można ale czy zawsze trzeba? Moi rówieśnicy zawsze mówią, że po to jest młodość, żeby się wybawić. Sztuka polega na odpowiednim wyważeniu. Większości z nas bardzo trudno jest odmówić sobie tych dobrych rzeczy którymi kuszą nas dookoła. Osobiście bardzo lubię jeść w restauracjach i budkach z fast foodem. Pewnie przez swoje wygodnictwo. Nie jestem singlem więc często obiady kosztują mnie podwójnie ;]. Dopiero kiedy zacząłem sobie spisywać wydatki dostrzegłem że na ten cel uciekła mi 1/3 miesięcznej wypłaty. Mamy tak ze wszystkim. Jeśli chodzi o jedzenie, ubrania czy inne towary mniej lub bardziej potrzebne. W efekcie bardzo dużo pieniędzy przecieka nam przez palce. Im więcej zarabiamy, tym więcej tracimy. Wydaje nam się, że jesteśmy bogatsi ale tak na prawdę prowadzimy tylko życie na wyższym poziomie niż dotychczas. Źle, jeżeli jest to spowodowane tylko chwilowo wyższą pensją lub premią. Do lepszego najłatwiej się przyzwyczaić. Później pensja się zmniejszy albo nie dostaniemy premii i na tydzień przed końcem miesiąca brakuje nam na coś pieniędzy. Dla mnie to zdecydowanie gorsze uczucie niż to, kiedy na tydzień przed końcem okazuje się, że wydałem o 1/3 mniej niż miesiąc wcześniej a do tego spędziłem go ciekawiej niż poprzedni.

Żeby oszczędzanie przynosiło dobre efekty musimy się do tego przyłożyć. To tak jak z dietą i zrzucaniem nadmiernej wagi. Jeśli nie jesteśmy systematyczni i konsekwentni w postanowieniach nie będziemy mieli z tego efektu.

Tak się składa, że wciąż się nie usamodzielniłem do końca i mieszkam przy rodzinie. Dzięki temu wydatki za dach nad głową mi praktycznie odpadają ale za wszystko inne płacę sam. Ponieważ jestem jeszcze w tej komfortowej sytuacji to najlepszy moment na to, żeby zbudować sobie portfel który później będzie w stanie mnie za ten rok czy 2 utrzymać.

Dzięki moim złym przyzwyczajeniom i dobrym gronie znajomych zawsze mam nad czym pracować i na czym oszczędzać.

Jak wspomniałem mam nawyk jedzenia na mieście który dużo mnie kosztował miesięcznie ale udało mi się to poprawić. Zmniejszyłem te wydatki o kilkaset zł miesięcznie dzięki temu że częściej zaglądam do domowej lodówki albo czasem zjem w tanim barze ze świetnym domowym jedzeniem.

Oprócz tego mam znajomych którzy nie wyobrażają sobie tygodnia bez pięciu dni spędzonych w lokalu po to tylko żeby wypić piwo i pogadać w swoim gronie. To z kolei zamieniłem na aktywny sport do którego zawsze namówię kilku kumpli. Bieganie, jazda na rowerze czy basen jest dużo korzystniejszy dla mnie niż siedzenie w zadymionych lokalach i picie piwa 3 razy droższego niż w sklepie. Oczywiście nie krytykuję tu wszystkich którzy tak robią. Sam czasem z tego chętnie korzystam ale zdecydowanie krytykuję to jako jedyną formę spędzania wolnego czasu.

Kolejne źródło dużych wydatków to markowe produkty. Niektórzy wybierają tylko najdroższe marki sądząc, że kupują najlepsze. W rzeczywistości wokół pełno jest produktów o połowę tańszych które spełniają te same funkcje. Nie zawsze potrzebujemy tego, co jest najdroższe. Nie będę się rozpisywał jak na tym można zaoszczędzić bo sprawa jest znana. Być może w przyszłości poświęcę temu jakiś krótki wpis.

„Najpierw płać sobie, potem innym”

U mnie sprawa wygląda tak:
– dostaję wynagrodzenie na konto,
– analizuję jakie większe wydatki czekają mnie w tym miesiącu. Odliczam opłaty stałe jak na przykład parking, telefon, ubezpieczenie.
– szacuję ile będą kosztować mnie jakieś większe atrakcje, rozrywki
– po zostawieniu małej rezerwy mam gotowy pakiet na oszczędności który też dywersyfikuję sobie na różne cele. Pieniądze przelewam na osobny, oprocentowany rachunek z którego mam osobisty zakaz :)) wypłacania pieniędzy.

Często obliczam sobie wydatki z małą nadwyżką ale jeśli na koniec miesiąca coś zostaje trafia na rachunek oszczędnościowy albo w akcje. Najważniejsze dla mnie w tym wszystkim jest to, żeby zapłacić najpierw sobie. W ten sposób mam jasno oddzielone pieniądze na życie od tych na oszczędności. Chyba każdy ma tak, że pieniądze wypłacone z bankomatu nie leżą długo w portfelu. „Jak jest, to się wyda” ;)

Oprócz tego oszczędności też dzielę sobie według odpowiedniej struktury. Oddzielam sobie oszczędności długoterminowe, na urlop, kapitał bezpieczeństwa i na inwestycje.

Te pierwsze zbieram na poważne cele takie jak własna działalność lub zakup mieszkania.

Na urlop odkładam co miesiąc od 100 do 200 zł. Dzięki temu w miesiącu kiedy wyjeżdżam na wakacje nie zmniejszają mi się wpływy na pozostałe kategorie.

Na kapitał bezpieczeństwa odkładam do czasu aż zbiorę pieniądze potrzebne na 3 miesiące spokojnego życia, na wypadek utraty pracy.

Grupa ‚Na inwestycje’ to pieniądze które czekają na lepszy moment na GPW. Jeśli akurat mam wolne środki z giełdy i nie wiem jakie akcje kupić to te środki procentują powoli na jakimś rachunku. Jeśli nadarza się okazja to pieniądze trafiają na rynek.

Dzięki kilku takim dodatkowym zabiegom udało mi się zmniejszyć wydatki do kilkuset zł miesięcznie. Tak mogę spokojnie funkcjonować a oszczędności rosną coraz szybciej. Polecam każdemu spisanie i analizę wydatków chociaż z jednego miesiąca. Wyniki testu potrafią bardzo zaskoczyć.


Więcej dowiesz się z mojego bloga. Zapraszam.
http://moneymoov.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

6 komentarzy do wpisu „Mój sposób na oszczędzanie”

  1. Zgadzam się z tym, że to chyba pisał 16 latek z głową pełną ideałów oraz na utrzymaniu rodziców. Tak naprawdę życie zaczyna się jak się samemu opłaca wszystko a rodzice jedynie pomagają czasem albo i nie. Jestem zdania, że w Polsce bardzo trudno jest oszczędzać, ale co nieco się da. Polecam wyjazd za granicę na jakiś czas a potem można coś zrobić z tą kasą konstruktywnego zamiast od razu wydać na GOLFA ‚na holenderskim gazie’

  2. Jest taka bardzo mmmadra metoda dla każdego – po prostu odkladac i nie kusic sie na branie tych pieniedzy w wtysokosci 10 % kazdego naszego dochodu. Wiem ze to trudne jak sa male dochody (sama jestem nauczycielem, wiec znam niskie pensje), ale to jedyna deska ratunkaowa , dla tych co mają mało kasy;-(((

  3. No właśnie, ten artykuł pisany jest chyba pod kątem panien i kawalerów, ktorzy mieszkają u rodziców, ktorzy im za wszystko płacą- wtedy można żyć na wysokim poziomie i odkladać sobie z pensji.
    Jednak nijak się to ma do rzeczywistości, gdzie człowiek liczy się z każdym gorszem. W 100% popieram Nikitę.

  4. Tacy ludzie też powinni zacząć myśleć – choćby po to by co jakiś czas ponawiać próby wyrwania się z błędnego koła wegetacji.

  5. Wszystko pięknie i ładnie, ale co mają zrobić ludzie, którzy nie mają z czego odłożyć? Wiele rodzin żyje za 1,500zł netto i brakuje im na podstawowe potrzeby, jedzą chleb z margaryną a mięso co niedziele. Z czego więc mają odłożyć skoro 800-900zł idzie na opłaty, a cała reszta do ich żołądków?

Dodaj komentarz